Nie jestem,jak większość pewnie kobiet, specjalnym kibicem
(kibicką) sportowym. Silnie jednak jakoś mam wryty w świadomość widok płonącego
znicza olimpijskiego. Na czas jego aktywacji teoretycznie ustawały walki i
waśnie, ludzie skupiali się wokół niego.
Centralnym punktem greckich świątyń bóstw i wyroczni były
paleniska, których płonął wieczny ogień. Z kolei najwyższą instancją niebiańską
Starożytnej Grecji był nie kto inny, jak Gromowładny, czyli dający ogień.
To w kulturze
hellenistycznej, można powiedzieć że naszej kolebce. Podobnie w zasadzie było w
innych rejonach świata i kulturach nawet bardziej pierwotnych. Plemiona nie
tylko dbały o stały ogień, ale i skupiały się wokół niego. W ujęciu przyziemnym
dostarczał ciepła, światła, możliwości przetwórstwa, poczucia bezpieczeństwa. W
prehistorii był praktycznie główną walutą. W spojrzeniu bardziej oderwanym od
przyziemności ogień sprzyjał transowi, katharsis, był metaforą wszelkich
przemian. Wokół
ognia więc koncentrowało się życie realne i duchowe.
Następne stulecia
i postęp cywilizacji de facto nie zmieniły w stopniu radykalnym roli ognia czy
ogniska. Owszem, ewoluował konkretny jego wygląd od rozrzuconego paleniska, po
bardziej regularne formy, z magnackim kominkiem włącznie. Ludzie gromadnie,
stadnie wręcz przez dziesięciolecia i stulecia schodzili się przy ognisku. Dawało
ciepło celsjuszami i poczuciem wspólnoty, ważnym dla zwierzęcia stadnego.
Centrum każdego domu i wspólnoty. Nawet jeszcze te ćwierć wieku temu i trochę
częste
przecież były obrazki stojących obok siebie ludzi i
grzejących dłonie nad koksownikami. Tak, ogień to ciepło i wspólnota. Ćwierć
wieku temu, ale już nie dziś chyba. Nie tylko dlatego, że w każdym mieszkaniu
jest odrębny kaloryfer, nie prosi się o ogień do papierosa, a centrum
najmniejszej komórki społecznej stał się ogień za szybą, czyli telewizor. Do
takich rozmyślań skłonił mnie długi wakacyjny pobyt w miejscu, gdzie jeszcze
dziesięć lat temu siadało się codziennie do wspólnego ogniska.
Teraz każda najmniejsza komórka tego zbiorowiska miała swoje
palenisko, do którego wielkim faux pas byłoby podejść i się przyłączyć. Pewnie
nie ma czego chwalić, ani czego ganić. Ponowoczesność rozbija poczucie
wspólnoty. Komfort niezależności miast komfortu wspólnoty. Klasyczne coś za
coś.
