niedziela, 7 grudnia 2014

Na granicy tych samych światów

 

 Ledwie wybrzmieć zdążyła andrzejkowa muzyka i zastygnąć zdążył lany wosk, życie kulturowe i popkulturowe nie żeby dokonało raczkowania, tylko właściwie iście zajęczego susa w następny, niemniej szumy okres roku.  Zaczął się adwent. O ile mnie pamięć nie myli, pierwotnie cechą tego czasu było oczekiwanie i wyciszenie. Oczekiwanie jest nadal, ale na podkręcanie tempa. Bodaj w środę, czyli ledwie 3 grudnia  weszłam do jakichś sklepów, już zaatakowała mnie za radia piosenka czy reklama na bazie kolędy. W następnie dni nie było wiele lepiej. Tak. Nie od dziś wiadomo, że grudzień i nadchodzące święta, mimo że teoretycznie w ciągu roku są czasem najbardziej uduchowionym, w gruncie rzeczy jest dokładnie na odwrót. Są najbardziej komercyjne i polegają na wariackiej wręcz chwilami konsumpcji. Ponownie nie oceniam ani ganię tego, ale może jednak spróbować by się przeciwstawić? Zbuntować, zwolnić, zbastować? Konsumpcja przecież i tak trwa potem cały rok, odpocząć od niej trzeba. Jeszcze zdążymy. Lub, jak było w dalszej części piosenki: „jest już za późno, nie jest za późno….”