W
którymś z poprzednich wpisów stanęło, że emocje bardziej i częściej decydują o
naszym postępowaniu, niż rozum. Co ewentualnie, to kroki podjęte pod wpływem
emocji są racjonalizowane przez przypisywanie im pragmatycznego sensu i
znaczenia post factum. Ja zastanawiam się natomiast od dawna, że skoro już
naszym postępowaniem i życiem rządzą emocje, to dlaczego najczęściej negatywne.
Ewidentnie te złe są najczęstszą naszą pożywką i towarzyszem. Widać to w prawie
każdej sferze życia, od tych społecznych, po bardziej osobiste. Media serwują
nam relacje z wojen, wypadków, świadectw kryzysu i nieszczęść. Informacje o
sukcesie czy jakimkolwiek szeroko rozumianym „cieple” przekazywane są naprawdę
od wielkiego święta. Kolorowe pisma bez porównania częściej opisują dramaty,
niż szczęśliwe historie lub choćby takie z happyandem. Serialowe opery mydlane
nie wytrzymają więcej niż kilku odcinków bez jakiegoś dramatu, czy innego
zdołowania akcji. Ile z Was ma z sąsiadami więcej zatargów niż pozytywnych
relacji i to o nic? Nie musicie odpowiadać, wiem. Ile z Was ma w rodzinie
więcej zatargów niż konstruktywnych relacji? Zwłaszcza na bazie takich emocji
jak bardzo polska zawiść, czy potrzeba dominacji? Nie musicie odpowiadać, wiem.
A teraz pomyślmy, o ile więcej udałoby się zbudować czy uzyskać, gdyby te
relacje były pozytywne? Oczywiście że starym banałem jest powiedzenie jak to
zgoda buduje a niezgoda rujnuje, ale wiele racji w sobie miało. Ileż więcej
udałoby się od życia wydusić, gdyby żyć zgodnie i konstruktywnie z tymi
sąsiadami, z tą rodziną? W sensie materialnym i nam by było lepiej i im.
Materialnym, bo oprócz materii i intelektu znów są emocje, które decydują. Ta
destrukcyjność zatem, to kolejna przesłanka, że kierują nami jednak emocje.
Rozum na pewne zachowania by nie pozwolił.
