czwartek, 27 listopada 2014

Andrzejki

   Zgodnie z tradycyjnym porządkiem roku za chwilę objawi się nam  w kalendarzu wigilia świętego Andrzeja. Czas pospolicie nazywany „andrzejkami". Noc z 29 na 30 listopada. Spośród wszystkich okoliczności w ciągu roku, to one najbardziej kojarzą się z wróżeniem, przepowiedniami, ciekawością przyszłości. Oprócz tradycji sprzyja takiemu postrzeganiu też krótki dzień, czy nadchodzący nowy rok. Według dawnych wierzeń ludowych właśnie okres przedadwentowy był tym, w którym na jawie i w snach najczęściej ukazywały się istoty pozaziemskie. Wróżby andrzejkowe miały i mają charakter głównie „matrymonialny". Obyczaj andrzejkowych przepowiedni, jak wszystkie wywodzące się z  tradycji ludowych, jest bardzo stary. Na pewno znany był już w XV wieku, co dokumentują pisemne wzmianki z epoki. Prawdopodobnie wywodzi się ze Starożytnej Grecji. Pierwotnie „andrzejki" były tylko wróżbami dla dziewcząt. Chłopcy mieli analogiczne „katarzynki" 24 na 25 listopada. Współcześnie te pierwsze zupełnie zdominowały cały okres i nabrały dwustronnego charakteru. 





W moim życiu „andrzejki" i odprawiane w ich czas rytuały były obecne dokąd sięgam pamięcią. Babcia pilnowała, abyśmy jako młode dziewczyny były przygotowane na tą magiczną noc . Noc w którą uchylają się magiczne wrota do nieznanej przyszłości. Noc w którą wróżby mają moc największą, a w ich spełnieniu pomagają błąkające się po ziemi duchy, wywołujące prorocze sny. Jeśli ma się szczęście i taki duch ześle sen na młodą pannę i jej oblubieńca, wtedy muszą go dokładnie opisać, zamknąć w szkatułce i nosić jak talizman.  Wówczas to szczęście potęguje się szansą, iż uchylony zostanie rąbek tajemnicy przyszłości. W dzieciństwie i pod okiem babci, aby spełniła się wróżba, musiałyśmy pościć do wieczora i odprawiać gorące modły do świętego Andrzeja, a przed samym rozpoczęciem wróżb należało wrzucić pieniądz do misy z wodą, i wymówić zaklęcie. Oczywiście pieniądz to opłata za wróżbę, która wymaga tej wymiany energii, żeby się ziścić. Rzucałyśmy potem na wodę igły, a czasem także zapalone świece. Jeżeli ogniki puszczali też chłopcy, w skupieniu wyczekiwałyśmy która świeca z która się spotka i jaka para zostanie skojarzona. Szykowałyśmy karteczki z wypisanymi imionami chłopaków i chowały je pod poduszkę. Rankiem wyciągało się karteczkę z imieniem przyszłego męża. Z pozoru śmiechu i naigrywania było przy tym co niemiara, ale w głębi duszy każda z nas miała swój typ, jeśli się sprawdził, mimo pozornych śmiechów brany był na poważnie. Oczywiście dla babci nie liczył by się wieczór bez lania roztopionego wosku przez klucz starego typu z dużym uchem. Babcia bardo szybko i sprawnie potrafiła potem wywróżyć z kształtów wosku zastygniętego na zimnej wodzie. Przewidywała charakter, cechy i zainteresowania naszych wybraków.

Dziś pamiętam, że przez cały rok mój wzrok zawsze machinalnie zatrzymywał się na kluczu, jeżeli taki gdzieś zobaczyłam. Zaraz oglądany był pod kątem przydatności do wrób andrzejkowych i lądował w specjalnej skrzyneczce, gdzie oczywiście nie był jedyny. Stawał się kluczykiem do przyszłości i wiedzy o niej. Mała jego dziurka była drzwiami do poznania tego, co czeka nas w przyszłości. I tego, „kto" czeka na nas w przyszłości. Czy andrzejkowe przepowiednie babci się sprawdzały? Oczywiście, jak wszystkie inne snute przez nią. W epoce rozbuchanej komercji i wszędobylstwa lekkości gatunkowej, wróżbowa strona „andrzejek" musi mocno bronić się przed dominacją imprezowo - tanecznej strony tego dnia. Czyni to skutecznie i tradycja w żadnym wypadku nie idzie w zapomnienie