niedziela, 15 lutego 2015

Jeśli emocje, to czemu negatywne?

  


  W którymś z poprzednich wpisów stanęło, że emocje bardziej i częściej decydują o naszym postępowaniu, niż rozum. Co ewentualnie, to kroki podjęte pod wpływem emocji są racjonalizowane przez przypisywanie im pragmatycznego sensu i znaczenia post factum. Ja zastanawiam się natomiast od dawna, że skoro już naszym postępowaniem i życiem rządzą emocje, to dlaczego najczęściej negatywne. Ewidentnie te złe są najczęstszą naszą pożywką i towarzyszem. Widać to w prawie każdej sferze życia, od tych społecznych, po bardziej osobiste. Media serwują nam relacje z wojen, wypadków, świadectw kryzysu i nieszczęść. Informacje o sukcesie czy jakimkolwiek szeroko rozumianym „cieple” przekazywane są naprawdę od wielkiego święta. Kolorowe pisma bez porównania częściej opisują dramaty, niż szczęśliwe historie lub choćby takie z happyandem. Serialowe opery mydlane nie wytrzymają więcej niż kilku odcinków bez jakiegoś dramatu, czy innego zdołowania akcji. Ile z Was ma z sąsiadami więcej zatargów niż pozytywnych relacji i to o nic? Nie musicie odpowiadać, wiem. Ile z Was ma w rodzinie więcej zatargów niż konstruktywnych relacji? Zwłaszcza na bazie takich emocji jak bardzo polska zawiść, czy potrzeba dominacji? Nie musicie odpowiadać, wiem. A teraz pomyślmy, o ile więcej udałoby się zbudować czy uzyskać, gdyby te relacje były pozytywne? Oczywiście że starym banałem jest powiedzenie jak to zgoda buduje a niezgoda rujnuje, ale wiele racji w sobie miało. Ileż więcej udałoby się od życia wydusić, gdyby żyć zgodnie i konstruktywnie z tymi sąsiadami, z tą rodziną? W sensie materialnym i nam by było lepiej i im. Materialnym, bo oprócz materii i intelektu znów są emocje, które decydują. Ta destrukcyjność zatem, to kolejna przesłanka, że kierują nami jednak emocje. Rozum na pewne zachowania by nie pozwolił.