Czy człowiek kieruje się emocjami, czy rozumem? No, pytanie
z typu tych, jakich wiele. Z prawdopodobną odpowiedzią, że jeden tym, drugi
tamtym. Pierwsze Wrażenie jest, że osoby o bardziej romantycznym usposobieniu
będą kierować się raczej emocjami, pragmatycy rozumem. To raczej nie ta ścieżka
rozumowania i nie ta kategoria. Prędzej wypadałoby stwierdzić, że zależne to
jest bardziej od poziomu
intelektu i samoświadomości, niż charakteru człowieka. Osoby
znające siebie, swoje potrzeby i reakcje, de facto wydają się intelektem
poszukiwać dróg dla siebie, by bardziej były spójne z ich emocjami. Ci mniej
świadomi wydają się iść bezpośrednio za emocjami. Oczywiście jeszcze innym
aspektem jest, mniej zależnym od poziomu intelektu, umiejętność panowania nad
tymi właśnie emocjami. Ogólnie jednak uważam, że i tak większość ludzi bardziej
emocjami się kieruje, znów bez względu na poziom intelektu. Często w swojej
praktyce wróżkarskiej staram się brać to pod uwagę, przewidując i czytając z
tarota nadchodzące wypadki.
Niedawno natomiast przeczytałam bardzo ciekawą myśl pewnego
amerykańskiego naukowca. Nie neguje ona mojego poglądu, rozwija go albo wyjaśnia.
Albo jedno i drugie. Otóż według niego właściwie każdy człowiek kieruje się
emocjami. I ten bardzo mądry, i ten troszkę mniej. I ten o naturze romantyka i
ten o usposobieniu racjonalisty. Tyle, że podobno każdy człowiek swoją
podejmowaną przez emocje decyzję racjonalizuje. Znajduje sensowne uzasadnienie
dla wyboru podjętego drogą: lubię/nie lubię. Tyczy się to wszystkich dziedzin
życia. Na przykład w polityce stawiamy na ludzi i partie, które po prostu
lubimy, lub
mniej nie lubimy. Potem w ich programach znajdujemy punkty,
które bardziej
zgodne są z naszym światopoglądem, niż postulaty tych
drugich, i twierdzimy że takimi one właśnie są. Oczywiście tym bardziej sprawa
się tyczy naszych przyjaciół, czy partnerów życiowych. Decyduje i pierwszy jest
nasz pogląd emocjonalny na nich. W następnej kolejności odnajdujemy racjonalne
i rzeczowe podstawy do takich wyborów, często przed sobą samym nie mając wątpliwości,
że to drugie zadecydowało.
