wtorek, 30 grudnia 2014

Na Nowy Rok i nie tylko


  
    No właśnie. Na Nowy Rok życzę Wam Wszystkim wszystkiego dobrego. Z tą uwagą, by nie tylko 1 stycznia ale i każdy inny dzień traktować jako ważny, warty potrzebnych zmian i potrzebnej uwagi, jak i wart spojrzenia w głąb siebie w tym naszym - podobno - nie najdłuższym życiu.


niedziela, 7 grudnia 2014

Na granicy tych samych światów

 

 Ledwie wybrzmieć zdążyła andrzejkowa muzyka i zastygnąć zdążył lany wosk, życie kulturowe i popkulturowe nie żeby dokonało raczkowania, tylko właściwie iście zajęczego susa w następny, niemniej szumy okres roku.  Zaczął się adwent. O ile mnie pamięć nie myli, pierwotnie cechą tego czasu było oczekiwanie i wyciszenie. Oczekiwanie jest nadal, ale na podkręcanie tempa. Bodaj w środę, czyli ledwie 3 grudnia  weszłam do jakichś sklepów, już zaatakowała mnie za radia piosenka czy reklama na bazie kolędy. W następnie dni nie było wiele lepiej. Tak. Nie od dziś wiadomo, że grudzień i nadchodzące święta, mimo że teoretycznie w ciągu roku są czasem najbardziej uduchowionym, w gruncie rzeczy jest dokładnie na odwrót. Są najbardziej komercyjne i polegają na wariackiej wręcz chwilami konsumpcji. Ponownie nie oceniam ani ganię tego, ale może jednak spróbować by się przeciwstawić? Zbuntować, zwolnić, zbastować? Konsumpcja przecież i tak trwa potem cały rok, odpocząć od niej trzeba. Jeszcze zdążymy. Lub, jak było w dalszej części piosenki: „jest już za późno, nie jest za późno….”

czwartek, 27 listopada 2014

Andrzejki

   Zgodnie z tradycyjnym porządkiem roku za chwilę objawi się nam  w kalendarzu wigilia świętego Andrzeja. Czas pospolicie nazywany „andrzejkami". Noc z 29 na 30 listopada. Spośród wszystkich okoliczności w ciągu roku, to one najbardziej kojarzą się z wróżeniem, przepowiedniami, ciekawością przyszłości. Oprócz tradycji sprzyja takiemu postrzeganiu też krótki dzień, czy nadchodzący nowy rok. Według dawnych wierzeń ludowych właśnie okres przedadwentowy był tym, w którym na jawie i w snach najczęściej ukazywały się istoty pozaziemskie. Wróżby andrzejkowe miały i mają charakter głównie „matrymonialny". Obyczaj andrzejkowych przepowiedni, jak wszystkie wywodzące się z  tradycji ludowych, jest bardzo stary. Na pewno znany był już w XV wieku, co dokumentują pisemne wzmianki z epoki. Prawdopodobnie wywodzi się ze Starożytnej Grecji. Pierwotnie „andrzejki" były tylko wróżbami dla dziewcząt. Chłopcy mieli analogiczne „katarzynki" 24 na 25 listopada. Współcześnie te pierwsze zupełnie zdominowały cały okres i nabrały dwustronnego charakteru. 





W moim życiu „andrzejki" i odprawiane w ich czas rytuały były obecne dokąd sięgam pamięcią. Babcia pilnowała, abyśmy jako młode dziewczyny były przygotowane na tą magiczną noc . Noc w którą uchylają się magiczne wrota do nieznanej przyszłości. Noc w którą wróżby mają moc największą, a w ich spełnieniu pomagają błąkające się po ziemi duchy, wywołujące prorocze sny. Jeśli ma się szczęście i taki duch ześle sen na młodą pannę i jej oblubieńca, wtedy muszą go dokładnie opisać, zamknąć w szkatułce i nosić jak talizman.  Wówczas to szczęście potęguje się szansą, iż uchylony zostanie rąbek tajemnicy przyszłości. W dzieciństwie i pod okiem babci, aby spełniła się wróżba, musiałyśmy pościć do wieczora i odprawiać gorące modły do świętego Andrzeja, a przed samym rozpoczęciem wróżb należało wrzucić pieniądz do misy z wodą, i wymówić zaklęcie. Oczywiście pieniądz to opłata za wróżbę, która wymaga tej wymiany energii, żeby się ziścić. Rzucałyśmy potem na wodę igły, a czasem także zapalone świece. Jeżeli ogniki puszczali też chłopcy, w skupieniu wyczekiwałyśmy która świeca z która się spotka i jaka para zostanie skojarzona. Szykowałyśmy karteczki z wypisanymi imionami chłopaków i chowały je pod poduszkę. Rankiem wyciągało się karteczkę z imieniem przyszłego męża. Z pozoru śmiechu i naigrywania było przy tym co niemiara, ale w głębi duszy każda z nas miała swój typ, jeśli się sprawdził, mimo pozornych śmiechów brany był na poważnie. Oczywiście dla babci nie liczył by się wieczór bez lania roztopionego wosku przez klucz starego typu z dużym uchem. Babcia bardo szybko i sprawnie potrafiła potem wywróżyć z kształtów wosku zastygniętego na zimnej wodzie. Przewidywała charakter, cechy i zainteresowania naszych wybraków.

Dziś pamiętam, że przez cały rok mój wzrok zawsze machinalnie zatrzymywał się na kluczu, jeżeli taki gdzieś zobaczyłam. Zaraz oglądany był pod kątem przydatności do wrób andrzejkowych i lądował w specjalnej skrzyneczce, gdzie oczywiście nie był jedyny. Stawał się kluczykiem do przyszłości i wiedzy o niej. Mała jego dziurka była drzwiami do poznania tego, co czeka nas w przyszłości. I tego, „kto" czeka na nas w przyszłości. Czy andrzejkowe przepowiednie babci się sprawdzały? Oczywiście, jak wszystkie inne snute przez nią. W epoce rozbuchanej komercji i wszędobylstwa lekkości gatunkowej, wróżbowa strona „andrzejek" musi mocno bronić się przed dominacją imprezowo - tanecznej strony tego dnia. Czyni to skutecznie i tradycja w żadnym wypadku nie idzie w zapomnienie


sobota, 22 listopada 2014

Ciepło, coraz zimniej


Nie jestem,jak większość pewnie kobiet, specjalnym kibicem (kibicką) sportowym. Silnie jednak jakoś mam wryty w świadomość widok płonącego znicza olimpijskiego. Na czas jego aktywacji teoretycznie ustawały walki i waśnie, ludzie skupiali się wokół niego.

Centralnym punktem greckich świątyń bóstw i wyroczni były paleniska, których płonął wieczny ogień. Z kolei najwyższą instancją niebiańską Starożytnej Grecji był nie kto inny, jak Gromowładny, czyli dający ogień.

    To w kulturze hellenistycznej, można powiedzieć że naszej kolebce. Podobnie w zasadzie było w innych rejonach świata i kulturach nawet bardziej pierwotnych. Plemiona nie tylko dbały o stały ogień, ale i skupiały się wokół niego. W ujęciu przyziemnym dostarczał ciepła, światła, możliwości przetwórstwa, poczucia bezpieczeństwa. W prehistorii był praktycznie główną walutą. W spojrzeniu bardziej oderwanym od przyziemności ogień sprzyjał transowi, katharsis, był metaforą wszelkich przemian. Wokół
ognia więc koncentrowało się życie realne i duchowe.

    Następne stulecia i postęp cywilizacji de facto nie zmieniły w stopniu radykalnym roli ognia czy ogniska. Owszem, ewoluował konkretny jego wygląd od rozrzuconego paleniska, po bardziej regularne formy, z magnackim kominkiem włącznie. Ludzie gromadnie, stadnie wręcz przez dziesięciolecia i stulecia schodzili się przy ognisku. Dawało ciepło celsjuszami i poczuciem wspólnoty, ważnym dla zwierzęcia stadnego. Centrum każdego domu i wspólnoty. Nawet jeszcze te ćwierć wieku temu i trochę częste
przecież były obrazki stojących obok siebie ludzi i grzejących dłonie nad koksownikami. Tak, ogień to ciepło i wspólnota. Ćwierć wieku temu, ale już nie dziś chyba. Nie tylko dlatego, że w każdym mieszkaniu jest odrębny kaloryfer, nie prosi się o ogień do papierosa, a centrum najmniejszej komórki społecznej stał się ogień za szybą, czyli telewizor. Do takich rozmyślań skłonił mnie długi wakacyjny pobyt w miejscu, gdzie jeszcze dziesięć lat temu siadało się codziennie do wspólnego ogniska.
Teraz każda najmniejsza komórka tego zbiorowiska miała swoje palenisko, do którego wielkim faux pas byłoby podejść i się przyłączyć. Pewnie nie ma czego chwalić, ani czego ganić. Ponowoczesność rozbija poczucie wspólnoty. Komfort niezależności miast komfortu wspólnoty. Klasyczne coś za coś. 

wtorek, 18 listopada 2014

Piramida potrzeb Masłowa


W żadnym wypadku nie mam na myśli może pierwszej piramidy, jaka w żarłocznym kapitalizmie ciśnie się na myśl, finansowej mianowicie.

Sytuacji, gdy rzesza usytuowanych na dole tejże piramidy gromadzi pieniążki, przekazywane następnie, mniej lub bardziej celowo i świadomie, osobnikom na wyższym poziomie. Coraz wyżej, coraz wyżej. W końcu Wszystkie docierają do rekina, żerującego na szczycie piramidy.

W tym artykule zająć się chciałam teorią znacznie mniej znaną, „piramidy potrzeb Masłowa”.

Zilustrowana właśnie piramidą, hierarchia ludzkich potrzeb. Jak zdefiniujemy potrzebę? Każdy powie, że znaczenie tego wyrazu nawet dziecko zna. To pożądanie czegoś niezbędnego nam do życia, co do czego mamy silne poczucie braku. „Piramida Masłowa” systematyzuje ludzkie potrzeby, grupuje i ustala kolejność ich zaspakajania. Szczegółowe jej segmenty powyżej na diagramie, a na razie pobieżnie segmenty:

1 – Potrzeby fizjologiczne: jedzenie, picie, woda, tlen, sen
2 – Potrzeby bezpieczeństwa: opieka, spokój, wolność od strachu
3 – Potrzeby miłości i przynależności
4 – Potrzeby szacunku u uznania: poczucie własnej wartości
5 – Potrzeby samorealizacji: potrzeby estetyczne, poznawcze

Bardzo istotna jest ta właśnie kolejność zaspokajania. Innymi słowy hierarchia ważności. Tutaj ujawnia się symboliczność piramidy. Im niżej, tym cechy bardziej: podstawowe, elementarne, konieczne. Im wyżej, tym potrzeby: mniej konieczne, wręcz fantazyjne. Bo oczywiście najważniejszymi dla człowieka są: pokarm, bezpieczeństwo życia i zdrowia. Na dalszym planie awans zawodowy, czy konsumpcja dóbr kultury. Lwia część z Was na szczęście za swojego życia nigdy nie będzie musiała walczyć o zaspokojenie potrzeby bezpieczeństwa życia i zdrowia.

Teoria tej piramidy głosi, że człowiek najpierw zaspakaja potrzeby niższego rzędu (niżej w piramidzie), potem wyższego. Jak kilka zdań wcześniej było już powiedziane. Głosi również, że potrzeby wyższego rzędu mogą być zaspakajane tylko wtedy, kiedy zaspokojone są już potrzeby niższego rzędu. Akurat ten punk często jest negowany argumentacją, że na przykład w sytuacji wojny, czyli nagminnego zagrożenia zdrowia i życia, masa ludzi zajmowała się teatrem i inną działalnością kulturalną.

   Nie jestem naukowcem. Dla mnie, okiem laika spoglądając, „piramida potrzeb Masłowa” ma jeszcze inny, metaforyczny wymiar. Chodzi mi mianowicie o globalny pogląd na sytuację bytową ogółu populacji na naszej ziemi. Myślę, że gdyby na nią spojrzeć, procentowa ilość ludności przypadałaby na długość danego stopnia piramidy. Większość ludzi – Afryka, Azja Południowo Wschodnia, też Ameryka Południowa, tak naprawdę dzień za dniem walczy o życie i bezpieczeństwo zdrowia. Znacznie mniejsza ilość z nich zaspokaja potrzeby akceptacji, miłości, walki z bezrobociem. Na samym szczycie – bez urazy i ujmy komukolwiek – śmietanka upaja się sztuką. Przy okazji tego wywodu przypominają mi się przeczytane niedawno poważne statystyki, w których powiedziane było, że Polacy należą do grupy 5% najzamożniejszej ludności na świecie. Może warto tą optykę mieć na względzie, gdy myślimy i mówimy o obecnym kryzysie, czy ogólnej sytuacji bytowej. Ogółu i naszej, każdego z osobna.

   Uważam, że warto być świadomym „piramidy Masłowa”, tego co kieruje naszymi potrzebami. Niezależnie od niej, różne są ludzkie namiętności. Są tacy, którym mimo dużych możliwości wystarcza zaspokojenie najniższych potrzeb. Są tacy, którzy pragną więcej. Warto wesprzeć się autorytetem przy planowaniu dalekosiężnego postępowania.

Chcę tutaj też polecić polski film fabularny: „Manna”. Nisko budżetowy, sprzed jakichś sześciu lat. Dwóch młodych mężczyzn znalazło się w miejscu, które należałoby zinterpretować jako siedzibę pośmiertną, bo czy to był raj, to kwestia poglądów. Co dzień spadały im z góry pizza i piwko, ale niejako w zamian, nie mogli się wydostać z tej polany, gdzie skazani byli tylko na swoje towarzystwo, nudę i zastój. Jeden z nich był tą sytuacją dostatecznie, a może nawet nadto, usatysfakcjonowany. Przecież z nieba spadają smakołyki i nic nie trzeba robić. Drugiego z kolei mierził zastój, niemoc wydostania się z tego zamkniętego kręgu, niemoc rozwoju. Naigrywał się z pierwszego, że wystarcza mu minimum i w piramidzie potrzeb Masłowa znajduje się chyba na najniższym szczeblu. Poniekąd był to też znany dylemat wyboru między wróblem w garści, a gołębiem na dachu.


czwartek, 13 listopada 2014

Piramida a produkty spożywcze.



    Tajemnice piramidy. Źródłem teorii o niezwykłej mocy piramid były obserwacje Francuza Antoine'a Bovisa w latach 30. XX w. Kiedy zwiedzał on Wielką Piramidę, zauważył, że zwłoki małych zwierząt, które dostały się do jej wnętrza, nie ulegają rozkładowi, lecz są dobrze zachowane mimo wilgoci.
Powróciwszy do kraju, przeprowadził eksperymenty za pomocą kartonowego modelu piramidy. Stwierdził, że warzywa umieszczone w jego wnętrzu dłużej zachowują świeżość. Dalej poszedł czeski radiotechnik, Karel Drbal, który - jak potwierdzają to świadkowie - umieścił wewnątrz modelu piramidy tępe żyletki i po jakimś czasie same się one naostrzyły."
     Wpływ piramid na różne sfery naszej codzienności może być naprawdę duży. Nie tylko na zdrowie, choć oczywiście, pospolicie i z pełną racją, jest ono najważniejsze. Znany jest dosyć powszechny związek piramidy ze sferą spożywczą. Bez strachu na przykład możemy pod piramida przetrzymywać świeże, nie solone mięso przez okres minimum tygodnia i nie wystąpią na nim żadne objawy zepsucia. Pod właściwie skonstruowaną piramidą bowiem przebiega proces zatrzymania rozwoju różnego typu bakterii i drobnoustrojów. Dlatego też mięso, czy na przykład sery nie ulegają destrukcji.
     Wszystkie wiktuały, pozostawione na co najmniej kwadrans, znacząco poprawiają walory smakowe. Ponadto piramida usuwa zapachy towarzyszące niektórym produktom spożywczym, na przykład rybom.
 Jeśli posiadamy w domu piramidę, każdy rodzaj żywości wyjętej z lodówki i zamrażarki powinniśmy pod nią potrzymać, przynajmniej na czas rozmrożenia. Szczególnie znów mięso będzie bardziej kruche i bogatsze w smaku.
     Częstym kłopotem w gospodarstwie domowym jest utrzymanie świeżości, a jednocześnie smaczności pieczywa. Chleb opatulony  w płótno zachowuje smak, ale traci trwałość, szybko schnie. Trzymany natomiast w worku foliowym – częsta metoda od dawna – nie schnie, ale też staje się gąbczasty i ogólnie traci na smaku, pleśniejąc szybko. W tej samej folii umieszczony pod piramidą, jeszcze po kilku dniach będzie kruchy i smaczny.
     Jeżeli posiadamy większa piramidę (wysokość 75-150 cm), warto poeksperymentować z odwadnianiem jedzenia.Wiadomo przecież, jak suto dzisiejsze produkty spożywcze, zwłaszcza markety, chrzczą nam wodą. W piramidzie zachodzi proces odwadniania, czyli mumifikacji )naturalne skojarzenia z faraonami) żywności. Umieszczona tam żywność nie psuje się podczas odwadniania, a smak bardzo się poprawia.
 Ogólnie wiele gatunków spożywczych: owoce, kawa itp. trzymane pod piramida dłużej zachowują smak i przydatność do spożycia. Smak często też staje się łagodniejszy, w przypadku na przykład pokarmów kwaśnych.
     W niektórych krajach żywność umieszcza się w pojemnikach będących modelami piramidy. Też nie ulega ona zepsuciu. Mieszkańcy domów o spadzistych dachach wiedzą zresztą często, że na strychach w szczytach dachu tworzącego stożek, produkty żywnościowe przechowują się dłużej. Spróbuję teraz omówić poszczególne typy produktów:
     Mięso – odnośnie jego najbardziej znana i charakterystyczna jest właśnie mumifikacja. Wielu badaczy twierdzi, że odwodnienie może wynieść nawet 60, 70 % pierwotnej wagi mięsa. Czas tego odwadniania to, w zależności od „szkoły”, 10 – 40 dni. W małych piramidach najskuteczniejsze jest odwadniane kawałków mięsa o wymiarach około 40x25x10 mm. Do dłuższego przechowywania mięsa w piramidzie wykorzystuje się tacki z papieru aluminiowego lub siatki aluminiowej w drewnianych ramkach. Mogą być kładzione piętrowo. Mięso pod piramida lokalizuje się w taki sposób, aby jego wzdłużna część zwrócona była w kierunku północ – południe. Przed włożeniem do p[piramidy należy oczyścić je z tłuszczu.
     Jaja – Można je także zakonserwować na długi czas pod piramidą, czy to w skorupce, czy bez. W skorupce  musza być odwadniane przez 2 miesiące, bez skorupki tylko 20 dni. Jajka tracą około 60% swojej pierwotnej wagi.
    Owoce – one i jarzyny również tracą dużo wody ze swojej objętości. Łatwo je potem dalej magazynować, nie psują się, nie gniją. Aby dobrze zakonserwować świeże owoce, należy je włożyć pod piramidę na kilka godzin, a nawet cały dzień. Najlepszym do odwadniania jest pomidor. Traci około 95%wagi. Po czymś takim większe ilości pomidorów można przechowywać długie miesiące tylko w woreczkach z materiału.
    Wino – z młodego wina możemy uzyskać wino „stare”. 2 tygodnie przechowywania.
    Mleko – Po godzinnym przetrzymywaniu mleka w piramidzie utrzymuje się ono o wiele dłużej w stanie świeżym niż wynosi jego normalny okres gwarancyjny. Przechowując go tam przez okres tygodnia, uzyskamy jogurt, bez dodawania fermentów.    


  

wtorek, 4 listopada 2014

horoskop miesięczny miłosny

Skorpion

Twoja kariera zawodowa weszła w fazę energicznego rozwoju. Znacznie dłuższy czas jej poświęcony odbije się na Twoim związku. Partnerka najpierw poczuje się odrzucona. Potem zrozumie, jednak skutkiem sytuacji jej postępowanie też się zmieni. Zażąda więcej czasu i uwagi dla swoich spraw, swoich pasji, swoich celów i ambicji. Wygląda na to, że będziesz musiał pójść w kierunku, który ona wskaże. Coś za coś, jak zawsze.


Szczegóły znajdziesz tutaj

środa, 22 października 2014

Piramida i jej energie

PIRAMIDA I JEJ ENERGIE.
Niedawno skończyło się kalendarzowe lato, a już kilka tygodni temu skończyły się wakacje. Czas kanikuł i wojaży. Mam oczywiście nadzieję, drodzy, że nikt z Was nie padł ofiarą plajtujących biur podróży i że wiele z Was zobaczyć mogło egipskie piramidy. Bo o piramidach właśnie chciałam pisać.
Stożkowe bryły o regularnych bokach. Skoro starożytni faraonowie kazali w nich się chować, zapewne już oni dostrzegali w piramidach źródła bioenergii. Parapsychologowie i radiesteci uważają, że moc w piramidach, to energia o naturze magnetycznej, może kosmicznej. Jest to energia bardzo korzystna dla nas ludzi, Piramida, ze swoją energią, pomaga zwielokrotniać siły witalne. Od nas samych zależy, ile tej energii przyjmiemy.
Energia w piramidzie gromadzi się jedynie wtedy,  gdy jej podstawa ułożona jest poziomo, a ściany boczne nakierowane są na biegun magnetyczny ziemi. Gdy zmienimy to ustawienie, staje się martwą konstrukcją. Sama piramida nie wytwarza energii, ale ta, która gromadzi się w jej wnętrzu, prawdopodobnie jest pochodzenia kosmicznego. Nie da się jej porównać z żadną inną, znaną człowiekowi, energią. Twierdzi się, że piramida ma zdolność pochłaniania zjonizowanego wodoru z kosmosu i łączenia go z podczerwienią słoneczną, tworząc w ten sposób bioenergię.  Piramida, jako odpowiednio usytuowana bryła, posiada zdolność koncentrowania sił – podziemnej i kosmicznej. Stożek ten może mieć też zdolność likwidowania niezdrowego promieniowania w naszych domach.



Od jego wielkości geometrycznej zależy zasięg rażenia. Niezależnie od parametrów,  każda piramida emituje trzy typy energii:
Energia elektryczna – emitowana przez wierzchołek
Energia magnetyczna – promieniowanie ścian bocznych
Energia mentalna – wektor Poyntinga.
Badacze podzielili podzielili promieniowanie radiestezyjne na szereg zakresów, nazywając je kolorami, od podczerwieni do nadfioletu, choć są one umowne i nie mają te barwy nic wspólnego ze znanymi nam z występowania w przyrodzie. 
Każda ze ścian bocznych piramidy promieniuje częstotliwością odpowiadającą właściwym sobie barwom. Trzeba dążyć zatem do tego, aby każda ze ścian była zwrócona w „swoim” kierunku.
W następnych tekstach postaram się przybliżyć wpływ tych ciekawych brył na niektóre sfery naszego życia.

piątek, 3 października 2014

Rodzima parapsychologia - Ochorowicz


                  Jako wróżka, interesuję się szeroko rozumianą ezoteryka i parapsychologią. Człowiek ma dualistyczna naturę. Jej dwoisty charakter odzwierciedla się  w wielu sprzecznościach. Między innymi w różnym podejściu do  wyjaśniania sobie dziejących się w okół niego zjawisk. Z jednej strony posiadamy wrodzoną potrzebę wytłumaczenia sobie  otaczającego nas świata i zjawisk najlepiej racjonalnie, naukowo i najlepiej za pomocą logicznych i definiowalnych ciągów przyczynowo skutkowych. Z drugiej strony zaś tkwi w nas tęsknota za jakaś tajemniczością. procesów naszego życia. Za niemożnością wyjaśnienia,zdefiniowania wszystkiego za pomocą instrumentów i dowodówmedycyny, biologii, chemii, fizyki czy techniki. Szczególnie w obecnej epoce, kiedy zdobycze nauki zdają się być jakimś bezkresnym zupełnie trezorem definicji wyjaśniających każdy krok i proces naszego życia. W tej właśnie tęsknocie upatruję popularność wróżb i dużą liczbę klientów i klientek, jacy zwracają się do mnie po poradę wróżbiarską i ezoteryczną. Wierzymy we wróżby, ale chcemy się też, oprócz psychologii na przykład, podeprzeć w decyzjach i optyce przyszłości spojrzeniem bardziej pozazmysłowym.

Myślę, że mostem między tymi właśnie ludzkimi dążeniami, miedzy brzegiem racjonalności i niemożności wyjaśnienia, jest parapsychologia. Głównie obejmuje nieco bardziej znane z codziennego użycia pojęcia, takie jak:

Jasnowidzenie - wiedza o zaginionych.

Telepatia - połączenie się umysłów. Często używane w języku potocznym, jakby bezsłowne wzajemne przewidzenie myśli i czynów.

Psychokineza - umiejętność poruszania przedmiotów dzięki sile woli,  języku potocznym bardziej znana jako telekineza.

Prekognicja - wiedza o wydarzeniach, które dopiero nastąpią.

Parapsychologia to dziedzina, która bada zjawiska psychiczne, zdeterminowane przez nieznane moce, ukryte  w ludzkim umyśle. Niezbadane, przynależne nie każdemu, występujące w nie zawsze i nie do końca określonych okolicznościach. Wywodzi się od magii i w zasadzie wciąż trwają spory, czy jest to nauka, czy też nie. Stąd przedrostek para-. Oczywiście nie jest parapsychologia nauką, jeśli przyjąć definicję, że nauką jest to, co da się w sposób precyzyjny i powtarzalny dowieść drogą doświadczenia, przy tezie i dowodzie. Ale przy takim założeniu, cała humanistyka nie jest nauką.

Tyleż samo co parapsychologia, fascynuje mnie główny chyba polski przedstawiciel tej dziedziny, Julian Ochorowicz. Postać dla mnie bardzo ciekawa, łącząca w sobie i swojej działalności to, o czym mowa była na początku. Pasję badania racjonalnej nauki i doświadczania zjawisk parapsychologicznych.

Ochorowicz żył w latach 1850-1917. W obszarach bardziej racjonalnych miał na swoim koncie wynalazki z dziedziny techniki: telewizja czarno-biała, mikrofon - mówi się o nim wręcz jako protoplaście radia i telewizji. Zajmował się tez medycyną, filozofią. Był jednym z teoretyków literatury pozytywizmu, pozostawał w bliskich stosunkach z Maria Konopnicka, Bolesławem Prusem, Władysławem Reymontem.

W parapsychologii, oprócz hipnozy, najbardziej interesowały go:

Mediumizm - dziedzina obejmująca szeroko rozumiane zjawiska spirytystyczne,

Ideoplastia - wpływ wyobrażeń na wrażenia zmysłowe oraz na materię.

Julian Ochorowicz był też pierwowzorem postaci Juliana Ochockiego w jednej z najlepszych polskich powieści, „Lalce" Bolesława Prusa. Osoby pełnej właśnie sprzeczności, niejednolitej, z pozoru wręcz niespójnej. Mężczyzny pesymistycznie nastawionego do życia, jednocześnie silnie zagłębionego  w naukach ścisłych. Owładniętego ideą stworzenia maszyny latającej.  Młodsi czytelnicy może też, na pewno starsi prędzej, pamiętać mogę pewną scenę. Scenę bardziej chyba przemawiająca do wyobraźni w filmowej wersji „Lalki", niż książce. Juliana Ochockiego, prezentującego Wokulskiemu swój wynalazek. Metal lżejszy od powietrza. Wyjął z kieszeni kosteczkę. Metalu, czyli czegoś, dla współczesnego człowieka i realisty, z definicji i natury swojej, ciężkiego. Kostka wypuszczona z dłoni zaczęła unosić się w powietrzu w górę, jak dym, albo najlżejsze piórko. Skutkiem fizycznej lekkości, czy siły woli wypuszczającego???

czwartek, 18 września 2014

Witkacy


    Dziś minęła siedemdzisiąta piąta rocznica samobójczej śmierci Witkacego, czyli Stanisława Ignacego Witkiewicza.Postać to dla mnie fascynująca i czarodziejska. Nie będę tutaj analizować jego szerokiej twórczości, bo miejsca na serwerze by nie starczyło. Chciałam natomiast polecić kontakt z nim. Powieści i dramaty zaangażowanym bardziej, wiadomo że są trudne. Każdemu natomiast polecam zdjęcia i rysunki, zwłaszcza te pierwsze, często diaboliczne.A już bardzo zdecydowanie rekomenduję film fabularny na bazie jego życia i "pożycia" - "Mistyfikacja. Bardzo mądry i ciekawy, oraz ciekawie okazujący pomieszanie realnego życia z legendą. Nie ma wprawdzie tego filmu na "youtubue", ale pewnie znajdzie się gdzie indziej. Acha. Witkacy popełnił samobójstwo na wieść o wkroczeniu Armii Czerwonej do Polski, dzień po tym fakcie. Teraz, w sąsiednim okienku widzę,że Polacy w rocznicę pokonali Rosjan w siatkówkę.

piątek, 18 lipca 2014

Dziecko w nas

 

   Według zmarłego niedawno Gabriela Garcii Marqueza wszystko co dzieje się w życiu człowieka, dzieje się w głębokim dzieciństwie. Oj, chyba coś jest na rzeczy i to mocno. Pewnie dla tego z dużą, acz niezdefiniowaną i nieuświadomioną do niedawna satysfakcją wyławiam takie zdjęcia, jak powyżej.